Wczorajsze nieszczęśliwe wydarzenia podczas meczu Dania - Finlandia od razu wzbudziły moje wspomnienia z francuskiego Stade Gerland z roku 2003. W półfinale Pucharu Konfederacji między Kolumbią a Kamerunem na murawę upadł pomocnik Marc Vivien-Foe, którego niestety nie udało się wtedy uratować.

Oglądając to co działo w Kopenhadze byłem nie ukrywam mocno zestresowany, bo nie dość że takie sytuacje są nieprzyjemne, to miałem przed oczami tragiczne zakończenie podobnego upadku piłkarza sprzed 18 lat. Wszystko skończyło się lepiej niż w Lyonie i dzięki Bogu, ale takie obrazki od razu sprawiają, że do głowy przychodzą różne refleksje. Przecież Christian Eriksen jest człowiekiem dla nas jako piłkarskich kibiców tak na prawdę z innego świata, a jednak mam wrażenie że podeszliśmy do jego chwilowych kłopotów jak gdyby był on członkiem naszych rodzin.

Dopóki nie zagłębimy się w temat, nie zdajemy sobie sprawy, jak ważną częścią naszego życia są zawodowi piłkarze, siatkarze czy koszykarze. Oglądamy ich notorycznie co tydzień, a w wielu wypadkach nawet co trzy dni. Bardzo często siadamy do transmisji całymi rodzinami czy w koleżeńskich grupach, a nierzadko też układamy sobie cały plan dnia aby oglądać sportową rywalizację. Każdy z nas ma przecież swoje ulubione drużyny czy ulubionych zawodników prawda? Z mojej perspektywy powiem, że w tym sezonie zawiesiłem oko np. na większości spotkań z udziałem Interu Mediolan, gdzie Duńczyk wywalczył sobie (mimo trudnego początku) miejsce w podstawowym składzie. Cóż, skupiając naszą uwagę na sportowym świecie wpuszczamy podświadomie sportowców do naszego życia i to nie ulega żadnej wątpliwości.

Gdy w zeszłym roku w wypadku zginął Kobe Bryant, nie mogłem w to uwierzyć. Potwierdzenia tych tragicznych wiadomości szukałem gdzie tylko mogłem no i niestety okazały się one być prawdziwe. Przez chwilę czułem jakby zabrano mi kogoś ważnego i jestem absolutnie pewien, że każdy fan NBA poczuł to samo. 20 lat kariery Kobe'go to szmat czasu, a przecież przez cały ten okres interesowało nas jak danej nocy zagrał Black Mamba. Ja za młodu wracając do domu ze szkoły, z miejsca brałem pilota do ręki i wybierałem na telegazecie stronę 265, aby zobaczyć ile punktów tym razem narzucali Kobe i Allen Iverson. Gdy popularniejszy stał się internet, z łatwością można było oglądać jego wielkie mecze w finałach, ewentualnie kompilacje najlepszych akcji. Po odejściu jednego z najlepszych koszykarzy w historii, świat basketu nie jest już na pewno taki sam, a KB8 jest podręcznikowym przykładem jak wiele zawodowi gracze znaczą dla szarych ludzi śledzących ich poczynania.

To wszystko tak gwoli przemyśleń nieco życiowych, bo tak jak mówiłem wczorajsze wydarzenia dały mi trochę do myślenia. Na koniec życzyłbym sobie aby takie nerwowe transmisje omijały mnie w przyszłości szerokim łukiem....