Niesiony wzrastającym napięciem przed zbliżającym się Euro 2021 wybrałem się na Bułgarską aby podziwiać będąca na ostatniej prostej przygotowań reprezentację Polski i ze stadionu widać było przepięknie jak daleko nam do przyzwoitego poziomu, a na pewno do poziomu z roku 2016. Męczarnie, brak stylu - ogólnie słabo. Obecna Islandia nie jest już tak mocna jak parę lat temu gdy wygrywała z Anglią, a nam przyszło na własnym boisku walczyć o honor...

Indywidualnie znów ciężko kogoś wyróżnić i w ogóle bym się w to nie bawił, bo nam cała machineria kuleje niezależnie od wykonawców, którzy akurat znajdują się na murawie. Dobrze przynajmniej, że pokazaliśmy jaja i dokulaliśmy się do remisu niczym piłka do bramki przy golu Świderskiego, a że w marnym stylu to już inna historia. 

Jeśli Paulo Sousa nauczy grać nas w systemie 3-5-2 to ze szczęścia wypiję szklankę whisky na raz. Rozumiem, że Portugalczyk przesiąknięty jest Serie A gdzie zdarzyło mu się pobierać lekcję trenerskiego życia, ale w naszym wykonaniu cały misterny plan na tę chwilę wypada średnio. Do stylu Interu, Juve czy nawet Lazio nam daleko, przykładając oczywiście odpowiednią miarę do tych słów. Chodzi raczej o to, że tam każdy wie co ma robić na boisku, a u nas chaos. Był już trener, który po kliku tłustych latach zapomniał, że lepsze jest wrogiem dobrego i próbował wdrożyć podobny sposób, a nazywał się on Adam Nawałka. Oficjalnie te wszystkie zabiegi Panu Adamowi wyszły średnio na jeża, podobnie jest teraz. Zasadniczy problem w całej tej szopce jest jeden - wahadłowi. Abstrahując już od indywidualnych umiejętności naszych graczy na tej pozycji, to brakuje spójnego systemu jak ich wykorzystać. Żeby zobrazować prostym językiem - przez 99 procent czasu przyjęcie piłki odbywa się tyłem do bramki, a co za tym idzie następuje kolejne odegranie do tyłu. Zważywszy, że przy tym ustawieniu skrzydło jest królestwem ledwie jednego zawodnika, na bokach jesteśmy praktycznie bezzębni. Oczywiście zdarzyły się dwie lub trzy klepki Frankowskiego i Puchacza z pomocnikami, a i gol padł w teorii po asyście lewego wahadła, ale to wszystko za mało na mocniejszych rywali. Polski futbol w ostatnich latach stał skrzydłowymi i teraz także bylibyśmy w stanie grać tak na pełen etat. Jeśli mnie wzrok nie mylił, dość mocno przycisnęliśmy Islandczyków kiedy zmieniliśmy formacje na 4-3-3, która dla naszej ekipy jest chyba naturalniejsza i mówiąc kolokwialnie wszystko (a na pewno więcej) przy jej użyciu żre.

Nie wiem, nie wiem. Do Euro parę dni, a ja nadal jakiejś wielkiej różnicy w naszej grze nie dostrzegam. Raczej męczymy się z piłką przy nodze i liczymy na błysk geniuszu Roberta jak przy wczorajszym pierwszym golu gdy sam zanim był faulowany minął trzech rywali, w defensywnie mimo teoretycznie większej ilości graczy monolitu nie tworzymy. Jeśli odmłodzona, ale niezmiennie groźna Hiszpania wystąpi w pełnym składzie, to niech Bóg ma nas w opiece, a pamiętajmy jeszcze o naszej nemesis czyli Szwecji, z którą nie wygraliśmy już od 31 lat. Co pozytywne to to, że jako naród chyba nie nastawiamy się na fajerwerki i nie pompujemy balonika jak to mamy w zwyczaju, przez co być może odczujemy większą radość przy ewentualnym wyjściu z grupy. Ale do tego daleka droga.