Mecz reprezentacji z Rosją przeszedł do historii i powiedzmy sobie jasno, że za tydzień nikt już o tym średnio emocjonującym wydarzeniu pamiętać nie będzie. Momenty były, a generalny przegląd kadr wypadł nieźle i chyba na siłę nie ma co być szczególnie krytycznym.

Remis z zespołem, który mimo wszystko w hierarchii europejskiego futbolu stoi nieco wyżej od naszego (choć ranking FIFA tego oczywiście nie odzwierciedla), w takim a nie innym ustawieniu personalnym, z czystym sumieniem uznać możemy za rezultat akceptowalny. Przecież wielu z grajków którzy wczoraj powąchali murawę, na Euro może nie odegrać większej roli, a na imprezę zostaną zabrani jak uzupełnienie kadry. Co do do personaliów to ciężko kogoś wyróżnić nad wyraz, bo wielkiej płynności w grze nie było, ale przy tak skonstruowanej wyjściowej jedenastce można się było tego spodziewać. Fajną piłkę w hiszpańskim stylu na początku spotkania posłał w pole karne Mateusz Klich i tak na prawdę ta asysta drugiego stopnia była w naszym wykonaniu tego wieczoru największym highlightem. Pomocnik Leeds był liderem zespołu i miło, że wziął na siebie ciężar rozgrywania akcji. Z plusów nie wypada nie wspomnieć, że pierwszą bramkę w narodowych barwach zaliczył oczywiście Jakub Świerczok, który był dość aktywny w swoich poczynaniach, a po faulu na nim z boiska powinien wylecieć Fiodor Kudriaszow.

Z ogólnych opinii to tyle. Jedyne czego bym chciał, to żeby słowa trenera na przedmeczowych konferencjach były wprowadzane w życie na dłużej niż pięć minut..... Mieliśmy starać się grać piłką i wysoko atakować Rosjan na ich połowie, aby szybko starać się odebrać im futbolówkę. W rzeczywistości mimo około 300 sekund w takim wykonaniu, chwilę po zdobyciu bramki przez naszego napastnika, zaprzestaliśmy jakiegokolwiek pressingu i cofnęliśmy się na własną połowę. Do końca meczu mimo kilku wypadów gdzie próbowaliśmy skontrować gości, to oni - w głównej mierze dzięki dobrej grze Aleksandra Gołovina - mieli kontrolę nad spotkaniem i nie wiem do końca czemu grając w takim spotkaniu nie staraliśmy się pójść za ciosem. Defensywie Sbornej włącznie ze średnim bramkarzem do monolitu daleko i być może warto było pokusić się o odważniejszą grę do końca?

Na ten moment nie do końca wiadomo jak zagramy na Euro w kontekście ustawienia, kto stworzy wyjściową parę stoperów, ani kto zagra na wahadłach jeśli zdecydujemy się na taktykę 3-5-2. Klocki lego którymi bawi się Paulo Sousa mam wrażenie ciągle walają się bezładnie po podłodze, a czasu na ich złożenie pozostało już strasznie mało. Wiem jedno - nie jesteśmy tak mocni jak przed Euro 2016, ani nie posiadamy (oprócz Roberta) w składzie ludzi w życiowej formie, jak chociażby szalejący wówczas Michał Pazdan. Tradycyjnie wiara w reprezentację jest, ale do szczególnego optymizmu jest niestety bardzo daleko. Plus taki, że inaczej niż mamy to w polskim zwyczaju, staramy się tym razem oszczędnie pompować balonik, co ewentualnie zaoszczędzi nam nieco zawodu, a z drugiej strony nawet umiarkowany sukces zasmakuje nam o niebo lepiej.