Godziny lecą jak szalone, a dzisiejszy finał Ligi Europy w Gdańsku zbliża się wielkimi krokami. Może nie jest to puchar, który jakoś szczególnie rozgrzewa naszą wyobraźnię, przynajmniej nie w tym sezonie, ale mecz decydujący to wciąż mecz decydujący. W angielsko - hiszpańskiej potyczce faworytem jest Manchester United, chociaż występy Villarreal na pewno trzeba docenić.

Może nie będę do końca obiektywny w temacie tegoż spotkania, bo będę kibicować Czerwonym Diabłom sercem, ale nie lekceważę rywala. W półfinale Hiszpanie pokonali Arsenal Londyn, a w swojej lidze zajęli przyzwoite siódme miejsce. W ekipie z półwyspu iberyjskiego występuje wielu ciekawych zawodników, z bardzo bramkostrzelnym napastnikiem Gerardem Moreno na czele, powołanym właśnie przez trenera Luisa Enrique na najbliższe mistrzostwa Europy czy doświadczonymi Carlosem Baccą, Paco Alcacerem i Danim Parejo. Smaczku całemu spotkaniu dodaje też fakt, że generałem obrony Żółtej Łodzi Podwodnej jest kolejny z reprezentantów Hiszpanii Pau Torres, o zainteresowaniu którym praktycznie codziennie informuje oficjalna strona United.

Zawodnicy ciekawi, ale największą gwiazdą ekipy być może jest trener. Unai Emery nie do końca dał radę w Premier League, nie ugrał Ligi Mistrzów z Paris SG, ale tego że jest królem Ligi Europy, którą wraz z Sevillą wygrywał już trzykrotnie, nie odbierze mu nikt. Rozgrywki te wydają się być skrojone pod tego szkoleniowca, z drugiej strony rachunek prawdopodobieństwa działa na jego niekorzyść, gdyż los musi się kiedyś odwrócić.

Z czysto piłkarskiego punktu widzenia obiektywnie należy ocenić, że potencjał sportowy jest zdecydowanie po stronie Manchesteru. Będąc jednak bardziej dociekliwym zobaczymy, że jak na razie w swojej trenerskiej karierze w Anglii, Ole Gunnar Solskjaer jeszcze nic tak na prawdę nie wygrał, a wręcz przeciwnie - w każdych rozgrywkach odpadał już w półfinałach. Oby po awansie do gdańskiego meczu fortuna się odwróciła i do gabloty na Old Trafford w końcu wpadło kolejne trofeum.

Patrząc na suche liczby widać dość wyraźnie defensywne problemy ekipy z Hiszpanii, natomiast ofensywa z pewnością nie kuleje - w samej La Lidze Villarreal ustrzelił aż 60 bramek, ustępując pod tym względem tylko wielkiej trójce. Oczywistym wydaje się więc, że bezbramkowego remisu nie ma się co spodziewać. United również bramki strzelać potrafi, a jeśli dodamy do tego, że można w ciemno stawiać na występ od pierwszego gwizdka w ataku Diabłów Edinsona Cavaniego, to bezbramkowe spotkanie wydaje się być mało prawdopodobne.

Meczycho zapowiada się dość ciekawie, jak niemal każda potyczka przedstawicieli dwóch najlepszych lig na świecie. Emocje gwarantowane, a przystawką przed finałem Ligi Mistrzów wydaje się być całkiem w porządku.