Piękno sportu ukazało się w dzisiejszym, drugim finałowym meczu Plus Ligi w pełnej krasie. Po kilkunastu latach przerwy mistrzowski tytuł wraca do Jastrzębia i to w sezonie, kiedy chyba nie spodziewalibyśmy się takiego obrotu spraw. Bitym faworytem była ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i nie bez powodu.

Wynika to faktu ewidentnego zdominowania przez team Nikoli Grbicia fazy zasadniczej jak i Pucharu Polski, ciągle pamiętamy też, że w Lidze Mistrzów pisze ona kolejną historię polskiej siatkówki. Jej pojedynki z Lube Civitanova czy Zenitem Kazań będziemy sobie odtwarzać jeszcze długo, ale najwyraźniej zawodnikom z Kędzierzyna zabrakło na te finały, mówiąc kolokwialnie – prądu. To co wydawało się niemożliwe, a więc pokonanie ZAKSY dwa razy z rzędu, przed chwilą stało się faktem.

O ile drużyna z Jastrzębia wydawała się być bardzo świeża, o tyle ich rywale strasznie w tych finałach męczyli się ze swoją własną grą. Nagle to co było domeną i znakiem firmowym ZAKSY przez wiele miesięcy, a więc irytowanie przeciwników poprzez granie długich akcji, a także ich rozwiązywanie w sposób techniczny, zostało im w brutalny sposób odebrane. Najlepiej z trójki skrzydłowych zaprezentował się Łukasz Kaczmarek, jednak było to za mało na łapiącą z seta na set większą pewność ekipę Jastrzębskiego Węgla. Kamil Semeniuk akurat dziś zagrał chyba najgorsze spotkanie od wielu miesięcy, Olek Śliwka tak na prawdę przez całe te finały nie złapał odpowiedniego rytmu gry. Rywalizacja na pozycji przyjmujących została wygrana zdecydowanie przez dwójkę, a tak w rzeczywistości to trójkę JSW i na nic zdały się moje przedfinałowe analizy. Tomek Fornal, Yacinne Louati i Rafal Szymura wytrzymali presję i zasłużenie odbiorą złote medale MP.

Niestety dla fanów ZAKSY w ekipie zabrakło wyrównanej kadry i o tym trzeba będzie pomyśleć za rok. Zmiany w składzie tak czy siak z pewnością się szykują, ale trzeba zadbać o wartościowych zmienników na każdej pozycji. Jastrzębie takich zmienników miało, a już zimnokrwisty atakujący Jakub Bucki był tak na prawdę wyróżniającą się postacią w obu spotkaniach i absolutnie oddelegowanie jego skromnej osoby do odebrania statuetki MVP nie jest żadnym zaskoczeniem, a raczej wypadkową znakomitej dyspozycji.

Przed Kędzierzynem jeszcze jeden skalp do wywalczenia, ten wydawać by się mogło najważniejszy. Zdobycie tytułu najlepszej ekipy Europy łatwe nie będzie, ale znając graczy ZAKSY będą oni walczy do końca. Należy im się odpoczynek, złapanie luzu i świeżości, bo tej zdecydowanie na ten moment brakuje. Kibicujmy naszemu zespołowi 1 maja, bo chyba nie chcemy, aby musieli oni mianować się największymi przegranymi obecnego sezonu. Na takie postrzeganie nie zasłużyli przez sposób w jaki się prezentowali, ale fakty są nieubłagane – gracze z hali Azoty mogą mimo kapitalnej dyspozycji utrzymywanej praktycznie do samej mety, zostać z absolutnie niczym... A Jastrzębski Węgiel ? Wielkie brawa dla trenera Gardiniego, który szybko poukładał klocki i po profesorsku znalazł sposób na rozmontowanie oponentów, wielkie brawa dla zarządu za idealne posklejanie kadry zawodniczej. Opłaciło się!