Po środowej przegranej w Bełchatowie 1 - 3, nad głowami zawodników ZAKSY zawisł mały toporek. Kędzierzynianie po raz kolejny jednak potwierdzili, że chłoną atmosferę wielkich spotkań i w grze pod presją czują się jak ryby w wodzie.

Wszystko w niedzielnym półfinale zależało moim zdaniem od pierwszego seta. Gdyby Skra ukąsiła gospodarzy, być może zasiałaby w ich grze ziarenko niepewności. Tak się jednak nie stało - niezawodny w trudnych momentach Kamil Semeniuk wytrzymał ostatnią akcję i firmowym, znanym już prawdopodobnie w całej Europie, atakiem po skosie odebrał żółto-czarnym dużą część ich nadziei. Petković w otwierającej partii był w strasznym gazie i robił co mógł tak w ataku jak i na zagrywce, a pojedynki środkowych były ozdobą całego spotkania. Niestety nie wszystkie trybiki w bełchatowskiej maszynie tym razem były odpowiednio naoliwione, a mowa tu oczywiście o Miladzie Ebadipourze. Nieważne procenty, ale sympatyczny zawodnik robił tego dnia wszystko co w jego mocy aby nie skończyć żadnego ataku. Pamiętamy, że nadział się nawet na blok Bena Toniuttiego, który chociaż sypaczem jest z innej półki, to w bloku nie poraża. Wydaje się, że właśnie wygrana na siatce małego Francuza w pojedynku z Irańczykiem była papierkiem lakmusowym tego spotkania.


To co działo się w dalszych częściach gry było już wypadkową pierwszej partii. Każda kontra nakręcała ZAKSĘ, która rozpędzona niczym Shinkansen pewnie dobrnęła do mety i po raz drugi w tej półfinałowej rywalizacji nie oddała przyjezdnym na własnym parkiecie nawet seta. Pełna domowa dominacja została potwierdzona i złote medale są już na wyciągnięcie ręki.


Szkoda kontuzji Taylora Sandera, który tak jak w grę w siatkówkę jest dobry, tak napędza mu ona wiele zdrowotnych problemów. Sam uraz wyglądał niefajnie, jak zresztą każde skręcenie którego powtórki możemy obejrzeć w TV, natomiast mimo wszystko obecność Amerykanina do końca spotkania moim zdaniem jego losów by nie odmieniła. Fani Skry będą odczuwać to oczywiście inaczej, ale takie już Wasze prawo. Słowa uznania dla Macieja Sawickiego, który po zmianie zrobił swoje, a dla nas jest to tym fajniejsza sprawa, że jeszcze całkiem niedawno gościliśmy go w Słupcy przy okazji meczu drugiej ligi.


Kolejne słowa uznania dla Adriana Staszewskiego, który zastępując Pawła Zatorskiego spisał się bardzo dobrze. Ogranie na parkietach Plus Ligi dało o sobie znać, a akurat z elementami defensywnymi Adrian nigdy wielkiego problemu nie miał. Proponowałbym zastanowić się, czy może zmiana pozycji na szefa obrony na stałe, nie byłaby przypadkiem szansą na pogranie gdzieś w pierwszej szóstce?


Już pojutrze rozpoczną się finały, a wypoczęci zawodnicy Jastrzębskiego Węgla zapewne nie mogą się już doczekać momentu wyjścia na parkiet. Wydaje się, że na taki koniec sezonu zasłużyliśmy, bo nie dość, że obie ekipy zagrały ze sobą w finale Pucharu Polski, to obie zajęły dwa czołowe miejsca po rundzie zasadniczej. Skra niestety ślizgała się przez większość sezonu i to w marnym w sumie stylu, czego więc chcieć więcej? Może kontrowersyjnie, a może nie ale powiem - ewentualny awans Skry do decydującej rozgrywki, byłyby co najmniej niesprawiedliwy i tyle. Fajnie, że o złoto zagrają tym razem Kędzierzynianie i Jastrzębianie. O szansach i naszych typach dowiecie się już jutro!