Do przesłania moich przemyśleń w przestrzeń cyfrową skłoniła mnie złość, a zarazem żal. Jak dobrze wiemy, każda seria ma swój początek i koniec, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tutaj niestety muszę przyznać, iż mój apetyt odnośnie poziomu gry Skry Bełchatów rozrósł się do niebotycznych rozmiarów, a spowodowane jest to przeszłością sportową „Skrzaków”. 

Sytuacja ta jest o tyle bolesna, że brak trafnych decyzji ze strony zarządu może niedługo doprowadzić do momentu, w którym będę zobligowany przejść operację pomniejszania żołądka pełnego nadziei na sukcesy, tym samym zadowalając się pozycjami środka tabeli żółto – czarnej armii. O tym, iż w Bełchatowie od strony decyzji sportowych nie dzieje się najlepiej wiedzieliśmy od dawna. Niemniej jednak prezes Piechocki podjął jedną decyzję, która przelała czarę goryczy. W tym momencie poprosiłbym każdego czytelnika o chwilę refleksji i zastanowienie się, o jakiej decyzji piszę. Podejrzewam, że około 99% respondentów zdecydowanie wskazało na nieprzedłużenie kontraktu z legendą zespołu, postrachem wszystkich przyjmujących PlusLigi oraz MVP mistrzostw świata z 2014 czyli Mariuszem Wlazłym. Z pewnością jest to swoistego rodzaju cezura. Drużyna z Bełchatowa już nigdy nie będzie taka sama, odejście wieloletniego kapitana to strata niebagatelna. Patrząc, na popularne pszczółki w sezonie 2020/21 drużyna z pewnością straciła wolę walki oraz charakter. W teamie widać apatię i wyraźny brak ducha zespołu. Prawdopodobnie w ekipie z województwa łódzkiego brakuje człowieka, który byłby w stanie wpłynąć na kolegów i poderwać ich do walki. Trener Gogol jako osobę za to odpowiedzialną wytypował doświadczonego rozgrywającego Grzegorza Łomacza. Należy sobie jednak zadać pytanie, czy jest to właściwy człowiek, na właściwym miejscu. W mojej opinii niestety nie, ale czy w Bełchatowie znaleźlibyśmy tzw. boiskowego charakterniaka, czyli kogoś kto potrafi zostawić zdrowie i serce na placu gry. Mam tutaj na myśli zawodnika na wzór Michała Kubiaka czy też Ivana Zaytseva. Biorąc pod uwagę kwestie psychologiczne być może moglibyśmy wybrać Kacpra Piechockiego, niestety jednak oprócz charakteru, lider powinien mieć również odpowiednie umiejętności, a tutaj już tak kolorowo nie jest. Bełchatowska drużyna spadła z wysokiego konia, zamieniając Zatora na Piecha. Porównanie może być nieco nieprzyjemne, ale to jak porównywać komfort jazdy najnowszym Mercedesem, a trabantem. Paweł Zatorski czyli ikona siatkówki, prawdopodobnie drugi najlepszy libero świata(zaraz po Jenii) i Kacper Piechocki, czyli człowiek, którego statystyki przyjęcia znajdują się w 4 dziesiątce zawodników Plusligi (37 miejsce). Na nieszczęście zespołu dla prezesa Piechockiego ważniejsze są jednak więzy rodzinne. Obiektywnie oceniając grę Kacpra, być może wkomponowałby się poziomem w drużynę Będzina lub jakiś czołowy zespół 1 ligi, do topu PLS-u spora odległość, szczególnie w elemencie przyjęcia, bo w obronie aż tak źle nie jest. Można powiedzieć, że Skra na rynku transferowym nie istnieje i o zgrozo istnieć nie chce. Do Bełchatowa przychodziły niegdyś gwiazdy światowej siatkówki lub nieoszlifowane diamenty takie jak Aleks Atanasijevic (miejmy nadzieję, że plotki się potwierdzą i do Skry powróci). Patrząc w przeszłość możemy również przypomnieć sobie takie osobistości jak Stephan AntigaBartek KurekFacundo ConteNico Uriarte, czy też Srecko Lisinac, które przywdziewały żółte trykoty. Wymienieni zawodnicy mieli okazję pisać piękną historię, która przełożyła się na 9 tytułów mistrza Polski. Obserwując obecną formę Pszczółek wyniki te wydają się odrealnione. Sytuacja w zespole, grającym na co dzień w hali Energia jest o tyle żałosna, iż kibice mają prawo myśleć, że obecnie zespół prowadzony jest zdalnie przez Jacka Nawrockiego, który coraz częściej pojawia się na meczach w roli „doradcy”. Prawdopodobnie większość starszych kibiców nie miałaby nic przeciwko, aby trener ten postawił  ponownie swoją nogę na bełchatowskiej ziemi. Święcił on z bełchatowskim zespołem spore sukcesy. Między innymi był najbliżej, aby wygrać z polskim zespołem Ligę Mistrzów. Niestety na nieszczęście trenera Nawrockiego, Skry oraz kibiców Vladimir Alekno zachował zimną krew, wziął dwa czasy pod rząd, a wcześniej wspominany Mariusz Wlazły zepsuł zagrywkę. Potem już chyba wszyscy wiemy jak się to potoczyło, a jeśli nie wiemy to z pewnością artykuł na ten temat się pojawi. Wracając jednak do sukcesów, których obecnie nie ma, myślę, że możemy w tym wszystkim odnaleźć pozytywy. Do powrotu na właściwe tory nie potrzeba zbyt wiele, wystarczy zmienić podejście do spraw transferowych, kończąc tym samym apatię zarządu. Od jakich decyzji zacząłbym rekultywację nieco wypalonego gruntu? Z pewnością podjąłbym kroki zgodne z XXI wiekiem i poszedłbym na konkretne zakupy. Pierwszymi CV siatkarskimi, które wziąłbym pod lupę byłyby te nadesłane przez zawodników grających na pozycji libero. Kogo ja widziałbym w tym miejscu? Moim marzeniem byłby powrót Zatiego, ale jak wiemy jest to niemożliwe, gdyż zasili on szeregi drużyny z Rzeszowa. W takim razie może warto byłoby pokusić się o negocjacje z Kubą Popiwczakiem lub zatrudnić Michała Poterę, kontraktując kogoś z tej dwójki nie tracilibyśmy miejsc dla obcokrajowców, a o poziom przyjęcia bylibyśmy spokojni. Jedyną nieszczelnością Skry nie jest jednak pozycja libero, a zmiany przydałyby się również na rozegraniu, ataku oraz na przyjęciu. W Bełchatowie zobaczyłbym z chęcią Marcina Janusza, który pod wodzą Michała Winiarskiego dojrzał siatkarsko i bez wątpliwości sprawdziłby się jako reżyser gry „bełchatowskich pszczółek”. Co do pozycji atakującego, tutaj pojawiają się plotki, iż powrócić mógłby Aleks Atanasijevic, jeżeli byłoby to realne, kibice przyjęliby go z otwartymi rękoma, gdyż Atanasijevic  to obecnie pewnik wysokiej skuteczności oraz dużej ilości punktów. Pozycja przyjęcia może nie kuleje mocno, ale są na niej pewne niedociągnięcia. Decyzja o zakontraktowaniu Sandera to na pewno świetny ruch marketingowy, czekamy jednak na to kiedy odpłaci się sportowo. Niemniej jednak sam mam nieodparte wrażenie, że Taylor potraktował port Bełchatów jako sanatorium, a moment, w którym będzie w pełni dyspozycji sprawi szybkie odejście przyjmującego żółto - czarnych do ligi włoskiej lub rosyjskiej. Jeżeli tak by się zdarzyło to wakat po Amerykaninie zapełniłbym perspektywicznym zawodnikiem z Polski. Celowałbym w Kamila SemeniukaBartłomieja Lipińskiego lub Bartosza Kwolka. W Skrze pewien Bartosz już gościł, inicjały były identyczne, a i sukcesów w Bełchatowie nie brakowało. Jeżeli cała trójka byłaby dostępna do mojej dyspozycji to wybrałbym popularnego Kwola. Cenię go przede wszystkim za charakter, wolę walki, nie ujmując mu przy tym techniki użytkowej, która jest na niebotycznym poziomie, a którą  przekazali mu kolega z boiska Guilluame Samica oraz trener wtedy jeszcze Onico Warszawy - Stephane Antiga. Moim skromnym zdaniem trener również powinien zostać zmieniony, a szansę objęcia wakatu powinien otrzymać niedoceniany przez wielu ludzi Jakub Bednaruk. Trener niezwykle charyzmatyczny, o imponującym wyczuciu stylu jeszcze nigdy nie miał okazji wykazać się, pracując w zespole, który ma potężny budżet. Bełchatów z pewnością miejscem stabilnym finansowo jest i dla Bednaruka mogłoby to być ciekawe doświadczenie, które w mojej opinii mogłoby się skończyć happy-endem. 

Zdaję sobie sprawę, że plan, który przedstawiłem jest nieco rewolucyjny. Czasami jednak drastyczne zmiany są potrzebne, a w Bełchatowie świeżość jest po prostu potrzebna. Tekst ten napisałem pod wpływem emocji związanych z porażkami Bełchatowa z Treflem Gdańsk, w którym pierwsze skrzypce grał nie kto inny jak Mariusz vel Szampon Wlazły. Muszę podkreślić, że temat Skrzaków wywołuje we mnie spore emocje i gdzieniegdzie zamiast merytoryki i obiektywizmu będzie sporo moich osobistych odczuć. Niemniej jednak liczę na Wasz odzew i porównanie planów transferowych na przyszły sezon w Bełchatowie.