Czas na osobowość, która podąża ścieżką futbolu. Kuba przeżył już kilka ciekawych piłkarskich przygód, ale z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Poznajcie sportową historię naszego słupeckiego, młodego Kwaska.

 

Jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z piłką nożną?

Piłka nożna jest mi bliska odkąd tylko pamiętam. Swoje pierwsze kroki w tej dyscyplinie stawiałem już jako żak, czyli miałem jakieś 6 lat. Trenował nas wtedy Grzegorz Wysocki, a same warunki znacznie różniły się od tych, które mamy dzisiaj (zmniejsza dostępność boisk, sprzętu, trudności w przygotowaniu treningu), dlatego cieszyłem się z każdej chwili spędzonej na boisku. Poza treningami praktycznie cały czas graliśmy na orlikach czy podwórkach przed blokami. Nie ukrywam, że miłością do piłki jak i samego sportu zaraził mnie ojciec, który już od najmłodszych lat uczył mnie aktywnego spędzania czasu. 

 

Pamiętam, że jak byliśmy znacznie młodsi, to w Twoim życiu było miejsce na jeszcze jedną dyscyplinę sportu. Przez jakiś czas trenowaliśmy razem koszykówkę u trenera Mirka Górniaka. Czy był taki przełomowy moment, przez który koniec końców zdecydowałeś się postawić na piłkę nożną?

Pamiętam to doskonale i bardzo miło wspominam ten czas. Do dziś lubię pograć sobie w kosza, jest to w zasadzie moje hobby. Pamiętam, że postawienie na piłkę nożną nie było łatwą decyzją, ponieważ bardzo długo łączyłem obie te dyscypliny sportu. Od 3 klasy podstawówki do 2 klasy gimnazjum trenowałem jednocześnie piłkę nożną i koszykówkę. Bywało tak, że kończył się jeden trening, a ja już jechałem na drugi. W końcu musiałem wybrać w czym czuje się lepiej. Wtedy w piłkę nie szło mi zbyt dobrze, więc wybrałem koszykówkę i cały rok poświęciłem tej dyscyplinie. Później drużyna się rozpadła, więc wróciłem do futbolu. Jak się okazało, rozegrałem jeden z lepszych sezonów w Słupcy i po zakończeniu gimnazjum wyjechałem do Wronek razem z moimi przyjaciółmi z boiska jak i poza nim - Patrykiem Jasiakiem oraz Michałem Dreczkowskim.

 

Pomijając na razie pobyt we Wronkach, wiemy, że Słupca nie była Twoim jedynym klubem podczas trwającej nadal piłkarskiej przygody. W jakich zespołach i przez jaki czas mogliśmy dotychczas Cię oglądać?

W seniorskiej piłce miałem półroczny epizod w 3-ligowym Sokole Kleczew i mimo bardzo małej ilości rozegranych meczów uważam, że czas spędzony w tym klubie zaprocentował, ponieważ była to dla mnie lekcja pokory. Pozwoliło mi to też nabrać trochę cennego doświadczenia. Była również Victoria Września (IV liga), w której spędziłem pół roku. To był dla mnie trudny czas, ponieważ dostałem się tam po poważnej kontuzji i potrzebowałem trochę czasu, aby dojść do siebie. W pierwszych meczach może nie dostawałem zbyt wielu szans, ale z czasem było ich coraz więcej, zwłaszcza po zmianie trenera. Wtedy czułem, że jestem w dobrej formie i pnę się do góry. Niestety przyszła przerwa zimowa, na początku której trener poinformował mnie, że muszę wrócić do Słupcy. Była to dla mnie smutna oraz trochę niezrozumiała wiadomość, ale i tak świetnie wspominam tamten czas. Udało mi się wtedy zdobyć moją najlepszą i ulubioną bramkę w meczu z Olimpią Koło.

 

Teraz możemy skupić się na mocnym akcencie jakim był wcześniej wspomniany wyjazd do Wronek. Tamtejszy system szkolenia znacznie różni się od tego naszego, słupeckiego?

Wyjazd do Wronek był dla mnie bardzo wyjątkowy, ponieważ nigdy nie spodziewałem się, że dostanę szansę gdzieś wyżej. Pierwsze test mecze, które odbywały się na sztucznej murawie przy INEA Stadionie przeciwko juniorom starszym Lecha Poznań robiły spore wrażenie. Różnica w systemie szkolenia też była ogromna. Warunki i organizacja dawały naprawdę dużo możliwości. Trenowaliśmy 7 razy w tygodniu, do tego jednostka meczowa. Pamiętam, że we wtorki i środy trenowaliśmy dwa razy dziennie - o 7 rano przed szkołą i zaraz po zakończeniu zajęć, co zdecydowanie pomagało w szybszym rozwoju oraz przyswajaniu tego, co trener miał nam do przekazania. W Słupcy mieliśmy tylko 3 treningi plus mecz, także kolosalna różnica.

 

Poziom w rozgrywkach młodzieżowych też znacznie przewyższał ten z Wielkopolski? Było czuć, że jest się gdzieś, gdzie bardziej można rozwinąć swoje skrzydła i myśleć o wyższych celach w przyszłości?

Zawsze mieliśmy żal, że po wygraniu rozgrywek nie pozwolono nam zagrać w lidze Wielkopolskiej tu w Słupcy, ponieważ swego czasu mieliśmy naprawdę dobrą i zgraną drużynę pod wodzą Michała Walerczyka. Przeskok poziomu we Wronkach może nie był aż tak duży, ale czułem różnicę między meczami ze Strażakiem Licheń czy Hetmanem Orchowo a meczami z Wartą Poznań lub Nielbą Wągrowiec. Same spotkania w lidze wojewódzkiej może nie dawały takiego poczucia, ale bardziej chodziło o szansę pokazania się z dobrej strony oraz zwrócenie na siebie uwagi trenerów Lecha Poznań. Na każdy mecz wychodziłem podwójnie skoncentrowany, w końcu to zaprocentowało i dostałem swoją szansę. Miałem możliwość trenowania między innymi z takimi piłkarzami jak Michał Skóraś czy Tymoteusz Puchacz, którzy są obecnie zawodnikami pierwszej drużyny Lecha. Bardzo wysoki poziom i naprawdę zacięta rywalizacja. Byłem praktycznie bez szans na przebicie się.

 

Przygoda bardzo ciekawa, a wszystkie miłe chwile zawsze pozostaną z Tobą. Droga zaprowadziła Cię jednak z powrotem do Słupcy. Jak się gra dla miasta, z którego pochodzisz? Jest to dla Ciebie jakaś dodatkowa motywacja czy raczej nigdy się na tym nie skupiałeś?

Gra się bardzo dobrze. Mamy świetną atmosferę w drużynie i coraz lepiej się dogadujemy. Łączą nas wspólne cele, będziemy dążyć do ich realizacji. Na pewno jest to spora motywacja. Oczywiście gram tu od dziecka, jest to dla mnie ważne i wyjątkowe miejsce. Staram się jednak skupić na tym, żeby odbudować oraz ustabilizować formę, bo ostatnio właśnie tego mi najbardziej brakowało. 

 

Przypomnijmy, że trenerem słupeckiej drużyny jest Mirosław Kwaśny, Twój tata. Powiedzmy sobie szczerze, jest to z pewnością osoba najbliższa Twojemu sercu. Jak się trenuje pod jego okiem? Czy z tyłu głowy cały czas masz świadomość, że to jednak Twój tata i odczuwasz lekką presję, czy raczej cieszysz się, że to właśnie on może Cię trenować?

Tata zaszczepił we mnie pozytywną energię, która sprawiła, że sport, a zwłaszcza piłka była ze mną praktycznie od zawsze. To właśnie dzięki niemu i mojemu dziadkowi miałem okazję pojechać do Wronek, za co niezmiernie im dziękuję. Nauczyłem się tam nie tylko lepiej grać, ale także żyć poza domem. Kiedy dowiedziałem się, że mój tata zostanie trenerem w Słupcy, miałem lekko mieszane uczucia i czułem obawę przed tym jak zareaguje na to reszta drużyny. Jednak z czasem przestałem na to zwracać uwagę. Mamy bardzo dobrą atmosferę w zespole, a treningi realizowane są na dobrym poziomie. Odbyliśmy jeden z najcięższych okresów przygotowawczych jakie ostatnio miały miejsce, być może stąd ta lekka zadyszka w pierwszych dwóch kolejkach nowej rundy. Myślę, że jest to dodatkowa presja, ale z drugiej strony cieszę się, że to właśnie on jest trenerem, ponieważ zawsze możemy przeanalizować sobie wszystko dodatkowo w domu i poprawiać się w kolejnych meczach.

 

Runda wiosenna ruszyła z kopyta. SKP zajmuje obecnie 3. miejsce w tabeli i niewiele traci do dwóch pierwszych zespołów. Do końca jeszcze sporo meczów, a także wiele zaciętej rywalizacji. Jakie stawiacie sobie cele? Powrót do IV ligi?

Tak, zdecydowanie naszym celem od początku sezonu jest awans do IV ligi. Pierwszą rundę zakończyliśmy na pozycji lidera, jednak dwie pierwsze kolejki rundy wiosennej przegraliśmy po słabych meczach w naszym wykonaniu. Miejmy nadzieję, że będą to złe dobrego początki i po przerwie spowodowanej lockdownem wrócimy już na zwycięską ścieżkę. Chcemy z powrotem odzyskać fotel lidera, a w konsekwencji zdobyć upragniony awans do IV ligi.

 

A jakie są Twoje plany na przyszłość? Chcesz pozostać w Słupcy czy będziesz próbował jeszcze swoich sił w innym zespole, może w jeszcze wyższej klasie rozgrywkowej? 

Zobaczymy co czas pokaże. Na razie chciałbym zbudować jak najlepszą formę, pomóc chłopakom wywalczyć awans oraz pograć tu jeszcze w IV lidze. Wtedy będzie bardzo dobra okazja, żeby pokazać się trenerom i kto wie, może pojawi się jakaś propozycja. Mimo wszystko nie chcę się teraz na tym skupiać. Doświadczenie z różnych piłkarskich boisk pokazało mi, że trzeba skoncentrować się najpierw na wykonaniu porządnej pracy i utrzymaniu dobrej formy. Później może być już tylko lepiej i miejmy nadzieję, że tak się właśnie stanie. 

 

Dobrze znanemu słupeckiej społeczności piłkarskiej „Kwaskowi” życzymy dalszego rozwoju oraz spełnienia wszelkich sportowych marzeń. Dajcie z siebie wszystko chłopaki i wracajcie do IV ligi. Powodzenia!